niedziela, 28 września 2014

Od Rozalii

Nad ranem usłyszałam jakiś hałas. Szybko wstałam i trochę się ogarnęłam. Nie budziłam Shinku, ale zostawiłam jej kartkę:
"Znajdziesz mnie potem. Najpewniej będę w stołówce, a jeśli nie to na siebie wpadniemy."
Wyszłam z pokoju w miarę po cichu i poszłam do miejsca w którym stał anioł i dwa demony. Zobaczyłam, że za mną była tamta anielica.
- RAFI!!!! - wskoczyła na plecy Rafaela.
- Co się tu dzieje? - spytałam.
- Czas śniadania - powiedział z uśmiechem jeden z demonów. Poszedł w stronę stołówki, a my za nim.
- Nie żebym był ciekawski, ale mógłbyś nam powiedzieć jak się nazywasz? - spytał anioł.
- Mógłbym - odpowiedział. Czy on naprawdę musi robić z siebie idiotę?
- To powiesz jak się nazywasz? - spytał mój "wybawca".
- David - odparł demon.
- Aha... - stwierdził demon.

*Jakieś pół godziny nudy później*

Pominę co się wtedy stało, bo nie ma o czym gadać. Jak tak siedzieliśmy, to do stołówki weszła Shinku. Podeszła do nas.
- Dzień dobry - powitała wszystkich.
- Cześć - odpowiedział każdy z nas. A ona jak zawsze - uśmiechnięta. Nie żeby mi to przesadzało. Po niedługim czasie podeszła do mnie i usiadła mi na kolanach. Tak na dobrą sprawę nic ciekawego się nie działo. Siedzieliśmy tam bez powodu. W sumie to nie jestem głodna... Wolałabym się dowiedzieć co ja mam tu robić. Wpakowali mnie do  jakiejś akademii, muszę się nauczyć kochać ludzi, co jest
kompletną abstrakcją. Dzisiaj mieliśmy mieć pierwsze "zajęcia". Wstałam od stołu i posadziłam Shinku na moim ramieniu. Udałam się do klasy.

*Po lekcji*

Nie no fajnie... Mam mieć podopiecznego, jakiegoś gimnazjalistę... Jak ja to wytrzymam? Będę musiała iść na ziemię i go "poznać, czyli łazić za nim przez większość czasu. Przez inną część, uczyć się. Natomiast resztę mam dla siebie. Jak na razie wiem tyle: nazywa się Jun Sakurada i chodzi do pierwszej klasy gimnazjum. Jeszcze dzisiaj miałam zacząć moją robotę. Po niedługim czasie już tam byłam. Może to nie będzie takie złe? Przynajmniej nie będę musiała oglądać tych aniołów. Zaraz, zaraz... Czy to jest...
- Rafael?! - krzyknęłam zdziwiona. On spojrzał na mnie z przerażeniem.
- Co ty tutaj robisz?! - spytał równie zdziwiony.
- Ja pilnuję mojego podopiecznego. - odparłam.
- Jakiego TWOJEGO? To mój podopieczny! - stwierdził.
- Jakim cudem?! - zapytałam zdenerwowana. Teraz będę na niego skazana?
- Pewnie dali nam tego samego podopiecznego, a to oznacza... Wojnę! - stwierdził fakt. - Oczywiście nie będę się zniżać do twojego poziomu, nie będę Cię atakować. Po prostu nie dam go przeciągnąć na złą stronę.
- A skąd pomysł, że jestem zła? - spytałam z ironią.
- Twoje pochodzenie...
- Nawet nie wiem dlaczego takie mam! - odparłam zdenerwowana. Nie lubię jak ktoś porusza ten temat...
- Są rzeczy na które nie da się odpowiedzieć - odpowiedział. Czemu? Czemu akurat on?

Rafael?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz