wtorek, 23 września 2014

Od Mavis

Ruszyłam żwawym krokiem w stronę ustalonego miejsca.Szefostwo nic nie wyjaśniło po prostu kazali przyjść...ech jak rozkazy to rozkazy...Stałam przy jakiejś latarni w środku nocy.Dlaczego teraz?Nie wiem..Nagle na ścieżce ukazali się dwie postacie.Najwidoczniej kobieta i mężczyzna.Podeszli do mnie i wyciągnęli ręce.Z jednej błysnęło białe ,a z drugiej ciemno-czerwone.Nie zdążyłam zareagować gdy znalazłam się na dziedzińcu.Klęczałam na kolanach czując zimna posadzkę.Wstałam i zaczęłam się rozglądać po budynku.Zaczęłam iść w stronę rzeźbionych drzwi.Otworzyłam je lekko i wślizgnęłam do środka.Prześlizgiwałam się korytarzami ,nagle zobaczyłam Rafaela! Rafaela rozumiecie!? Pędem rzuciłam się w jego stronę.rzuciłam mu się na plecy i założyłam ręce na szyi.
-RAFI!-krzyknęłam dusząc go.Odwrócił głowę i poprawił okulary.
-Cześć Mavis....-powiedział odwracając się do książki.Wisiałam czytając jego lekturę,zawsze czyta coś nudnego...Wpadłam na pomysł żeby zapytać go czy wie gdzie jesteśmy.
-Rafi..wiesz może gdzie jesteśmy?-zapytałam
-Hmm...Tata coś mówił że jakaś szkoła..czy coś..nie słuchałem-odpowiedział nie odrywając się od książki.Ignorował mnie...Zaczęłam ściągać mu okulary i wkładać sobie na nos.Jaką on ma wadę wzroku...cały świat był rozmazany i w ogóle...Odwrócił twarz w moją stronę i spojrzał na mnie zamyślony.
-Pasują ci ale...ODDAWAJ-powiedział naciskając na ostatnie słowo.Westchnęłam i oddałam mu okulary.Nie zamierzałam jednak zejść z jego pleców.Wiecie z jakiej perspektywy  patrzę co dzień? Bardzo niskiej...Więc korzystając z okazji rozglądałam się dokoła.Nagle skręciliśmy w jasny korytarz i znaleźliśmy się na mini dziedzińcu  z małą altanką.Siedział tam brat Rafaela,Rou z nutellą i łyżką.Odwrócił się w stronę z której szliśmy.Podskoczył i odstawił słoik.Podbiegł do nas i zaczął się śmiać.
-Rafi~...jakiś mikrus przyczepił ci się do pleców...-powiedział przestając na chwilę się śmiać.Poczułam że anioł napina się pod dźwiękiem słowa ,,Rafi".Wiem że nie lubi gdy inni tak do niego mówią ,ale mnie toleruje...
-Za uwarzyłem to już jakiś czas temu ,jednak nie przeszkadza mi to bardzo-powiedział spokojnie na chwilę odwracając głowę od książki.Zeskoczyłam z jego pleców i ułożyłam sukienkę prawidłowo.Skierowałam wzrok w stronę demona...nie pojmuję jak mogli być braćmi...choć każdy ma podobno ,,ciemną stronę".Zobaczyłam na dachu jakąś postać z czarnymi włosami.Zignorowałam ją.Odwróciłam się i spostrzegłam dziewczynę z białymi włosami która patrzyła na nas zza uchylonych drzwi.Przekrzywiłam głowę i podbiegłam do niej.
-Kim jesteś?-zapytałam
-A co cię to obchodzi...Przyszłam zobaczyć kto wydaje takie drażniące dźwięki..-odpowiedziała oschle.
-Aleś ty nie miła...-powiedziałam odwracając się i ruszyłam w stronę towarzystwa.Widziałam że z daleka Rou i Rafael wymieniają szybko zdania.Gdy doszałm na miejsce zamilkli...
-Rafael?-zapytałam
-Nic,nic...
-Ej mikrusie...-powiedział Rou

Rou?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz