Zasnęłam...no spać mi się chciało.Śniło mi się że gram w szachy.Właśnie wykonywałam ruch gdy Rafael obudził mnie.
-KOŃ NA C3!-krzyknęłam przestraszona
-Widzę że bardzo przejmujesz się swoją rozgrywką Panno Mavis..-powiedział jeden z członków Rady.Zeskoczyłam z mojego przyjaciela i poprawiłam sukienkę.Stanęłam obok Rou i jego brata.Wysłuchaliśmy przemowy przywódcy Rady na temat dlaczego zostaliśmy tu wysłani i co musimy zrobić żeby skończyć szkołę.Podsumowując musimy nauczyć się rozumieć ludzi.Na razie nie wiem o co chodzi ale chyba nam jeszcze wyjaśnią...Na koniec dostaliśmy ograniczniki mocy.Jest to dość dziwne ponieważ nie używam mojej mocy ona...hmm...sama się używa.Zostaliśmy odesłani z sali tronowej na dziedziniec.Zatoczyłam się w stronę altanki i oklapła na ławkę.Zamknęłam oczy i ścisnęłam poręcz.Skupiłam się żeby ie zapomnieć co chciałam powiedzieć ale przez te ograniczniki moc znacznie spadła więc byłam bardzo zmęczona.Położyłam głowę na kolanach i próbowałam nie zasnąć.Usłyszałam że ktoś obok mnie siada popatrzyłam po mojej prawej siedział Rafael czytając książkę ,a po lewej Rou jedząc Nutellę.Popatrzyłam na nich...chyba im nic nie było.
-Czemu to mi tylko coś jest...-zapytałam samą siebie
-Jesteś Anielicą o zachwianym poziomie mocy.Twoja magia wzrasta i spada w zastraszającym tempie,gdy nagle jej większa część znika dostajesz zawrotów głowy ,a nawet czasem mdlejesz lub zasypiasz-powiedział spokojnie Rafael-Nie pamiętasz że czasem tak masz?
-Nie...ale nie lubię spadku mocy...snu...snu potrzebuję-zaczęłam jęczeć-Spać...tu jest za głośno... Zatkałam sobie uszy i wtuliłam w kolana.Wszystko szumiało.Otworzyłam oczy lecz nie zobaczyłam nic.Błysnęło światło i znalazłam się w jednym z pokoi Akademii.Leżałam na łóżku,obok na krześle siedział zmartwiony Rafael.Byłam nie przytomna i najwyraźniej spałam.Cicho do pokoju wślizgnął się Rou.Podszedł do brata i położył mu rękę na ramieniu.
-Musisz coś jeść..nawet jeśli jesteś Aniołem..-powiedział spokojnie
-Powinna się już obudzić...Dlaczego się jeszcze nie obudziła...?-zapytał demona
-Nie wiem ale na razie nic na to nie poradzimy...-odpowiedział spuszczając wzrok Rou
Scena się rozmazała i znów znalazłam się w altance.Rafael patrzył na mnie zaciekawionym wzrokiem.
-Coś się stało?-zapytałam w miarę normalnie.
-Nagle stałaś się blada...i zasnęłaś ,a potem gwałtownie wstałaś...-powiedział zaniepokojony.Nic nie pamiętałam...szkoda...
-Czyżbyś się o mnie martwił...?-zapytałam z chytrym uśmiechem
-Jesteś moją przyjaciółką...oczywiście że chce wiedzieć czy nic ci nie jest...-odpowiedział odwracając wzrok do książki.Wierze mu, on nie umie kłamać...Nagle znów zakręciło mi się w głowie.
-Hej...-powiedziałam zanim opadłam na podłogę.Tuż przed upadkiem poczułam dłoń na plecach.Otworzyłam oczy i zobaczyłam Rafaela.Okulary zjechały nu na nos.Pomocny jak zawsze..Zamknęłam oczy.
Rafael?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz