- I co teraz? - zapytał się Rafael. Wyczuwałem, że zaczynał panikować przez tą braterską więź czy coś.
- Skoro nasze moce są tylko ograniczone, a wiemy, że możemy wzywać skrzydła, to może uda mi się ją uleczyć. - zasugerowałem. Byłem dość dobry w magii, szczególnie ognia i leczenia. Wezwałem skrzydła, żeby było mi trochę łatwiej i już miałem zacząć próbować ją leczyć gdy przybiegła do nas jakaś lalka.
- Pomóżcie Rozalii!!! - krzyczała. O ile się nie mylę miała na myśli tego upadłego anioła. Wiedziałem, że Rafael ją "niezbyt lubi" więc sam po nią poszedłem.
- Szybciej! - ponagliła mnie lalka. Przecież ja ją niosłem, a do tego leciałem! Gdy w końcu dolecieliśmy do Rozy postawiłem lalkę na ziemi i uklęknąłem przy upadłym aniele. Gdy brałem ją na ręce, żeby zanieść do tego samego pokoju gdzie jest Mavis, ona otworzyła oczy. Najpierw popatrzyła na moje skrzydła. W końcu chyba trudno nie zauważyć ogromnych skórzasto-pierzastych, fioletowo-błękitnych, lśniących skrzydeł z jakimiś wzorami. Nie rozumiem moich skrzydeł. To wszystko tak się połączyło, że wszyscy, którzy widzieli moje skrzydła robili się jacyś oniemiali z zachwytu i mówili, że są przepiękne, piękniejsze od tych Rafiego. przypomniałem sobie jednak o Rozie. Nadal patrzyła na skrzydła i po chwili wyciągnęła rękę. Myślałem, że chciała ich po prostu dotknąć czy pogłaskać, więc się uśmiechnąłem. I rzeczywiście najpierw tak zrobiła, ale po tym wyrwała mi kilka piór, a to trochę boli. Postawiłem ją na ziemi myśląc, że już poczuła się lepiej, ale ona od razu by się przewróciła, gdybym jej nie złapał.
- Dzięki, możesz już mnie puścić.
- Ja pomagam osobom w potrzebie, a tutaj jest właśnie taką mam - powiedziałem stanowczo, po czym ją podniosłem i poleciałem do Aniołów.
- Rou, w końcu jesteś! I masz... ją - te ostatnie słowa wypowiedział ze złością. Położyłem ją na drugiej kanapie. Chciała wstać, ale zakręciło jej się w głowie i opadła na kanapę.
- Są tu jakieś koce? Trzeba by je czymś przykryć. - zapytałem się Rafaela. On od razu pobiegł do pomieszczenia obok i wrócił z kocami. - Dzięki. Wiesz, że idąc po Rozę znalazłem nasze pokoje? Mamy wspólny, ale nie wchodziłem do środka. - mówiłem jednocześnie przykrywając obie dziewczyny.
- Czy to normalne tak często mdleć? - spytał się nagle
- U ludzi to nienormalne, ale u istot nieśmiertelnych, takich jak my przy zachwianiach mocy do normalne. -odpowiedziałem.
- To czemu my nie mdlejemy?
- Nie wiem, może po prosu jesteśmy przyzwyczajeni, albo zemdlejemy później.
- Może pomożecie mi zanieść Rozalię do jej pokoju. - powiedziała lalka. No tak zapomniałem o niej.
- Dobrze, Rafael możesz od razu zanieść Mavis do jej pokoju. - zasugerowałem, a on skinął głową.
Zanieśliśmy je do ich pokoi, a sami poszliśmy do swoich i rzuciliśmy się na łóżko.
- Dziwne, normalnie nie śpimy, a teraz jesteśmy nawet zmęczeni. Pewnie to przez to, że teraz jesteśmy prawie ludźmi... - ledwo dokończyłem po czym zasnąłem. Rano obudził mnie jakiś hałas przed naszym pokojem. Wymieniliśmy z Rafim spojrzenia po czym wyszliśmy z pokoju. Okazało się, że ten demon, którego widzieliśmy na dachu, wybił szybę przed pokojami.
- Emm... Cześć - powiedział
David? A może ktoś inny?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz