czwartek, 25 września 2014

Od Rozalii: Akademia?

Ostatnie co pamiętam to, to że przyglądałam się aniołom i pogrążałam się w cierpieniu. Wszystko przez to, że nie znałam własnego grzechu. Z nieznanych przyczyn straciłam przytomność. Kiedy odzyskałam świadomość leżałam bez ruchu na zimnej podłodze. Słyszałam głosy.
- A mówiłeś, że jej nie ściągniemy! - powiedział kobiecy głos.
- Wcale tak nie powiedziałem! Mówiłem, że raczej jej nie namówimy, a ściągnęliśmy ją tu w pewnym sensie siłą - stwierdził męski głos. Kiedy skończyli mówić, otworzyłam oczy i podniosłam się z podłogi. Rozejrzałam się dookoła. Przede mną była brama. Podeszłam i przeczytałam napis obok niej.
- Akademia, co? Już wiem o czym tamta dwójka mówiła... - powiedziałam do siebie. Weszłam przez bramę. Skoro już tu jestem, to czemu nie wejść. Przez jakiś czas szukałam innych. Skoro to akademia nie mogę być tu sama? Mam nadzieję, że są tu inne Upadłe Anioły albo chociaż demony... Nie cierpię aniołów, ale na pewno na jakieś wpadnę... W trakcie mojego poszukiwania natknęłam się na sporo drzwi, ale za żadnymi nikogo nie było. W końcu znalazłam jakieś, za którymi był ktoś. Na moje nieszczęście trafiłam dwa Anioły i demona. Po chwili zobaczyłam na dachu jeszcze jednego demona. Podbiegł do mnie jeden z aniołów.
- Kim jesteś? - spytała.
- A co cię to obchodzi... Przyszłam zobaczyć kto wydaje takie drażniące dźwięki... - powiedziała to oschle by nie było słychać, że kłamię.
- Aleś ty niemiła... - powiedziała odwracając się i poszła do swojego towarzystwa. Teraz gdy uważniej przyjrzałam się drugiemu aniołowi, rozpoznałam go. To był Rafael... Archanioł, syn Gabriela i... Najbardziej znienawidzony przeze mnie anioł. Bezdźwięcznie wyszłam na zewnątrz i wzleciałam na dach. Stałam tam i przyglądałam się tamtemu towarzystwu. Będę musiała ich unikać. Spojrzałam w stronę drugiego demona. Szybko zszedł do reszty. Poleciałam do miejsca w którym stał. Poczułam, że kręci mi się w głowie, jednak zignorowałam to. Był to jednak błąd... Nie minęło wiele czasu jak przestałam cokolwiek widzieć i czuć... Nastała ciemność.
Kiedy się obudziłam zobaczyłam tego idiotę - Rafaela.
- Ja Ciebie... - przerwałam na chwilę.
- Ty mnie co? - spytał.
- Zamorduję Cię - odpowiedziałam.
- Ach, no tak. Uratowałem Cię, więc chcesz mnie zabić. To bardzo logiczne. - odparł.
- Wolałabym zginąć, niż zostać przez Ciebie uratowana. - stwierdziłam po czym stanęłam i wyprostowałam się. - Ale i tak dzięki - powiedziałam.
- Nie ma za co - powiedział oschle. Jak tak teraz się przyjrzałam, zobaczyłam, że ma skrzydła. Podeszłam o krok bliżej i... Wyrwałam kilka piór z jego skrzydeł.
- Całkiem niezłe... - powiedziałam dokładnie przyglądając się piórom.
- Co ty robisz?! - spytał zdziwiony i trochę zdenerwowany.
- A co? - spytałam z udawanym zdziwieniem. Jego skrzydła zniknęły. Zapewne chciał coś powiedzieć, ale jakaś anielica wskoczyła mu na plecy.
- Ej...oddaj pióra Rafcia...Twoje też są ładne!-powiedziała sennie, wskazując na moje-Nie potrzebne ci białe...
- Dzięki za komplement, ale przydadzą mi się do kolekcji - odparłam.
- Kolekcjonujesz pióra? - spytał dość mocno zdziwiony.
- Rafael radź sobie sam...-wymamrotała i zamknęła oczy. Czyli śpi.
- Nie zwracaj na nią uwagi. Odpowiesz na moje pytanie? - powiedział i znowu spytał.
- Tak kolekcjonuję pióra. Zwykle aniołów, więc masz pecha. - odpowiedziałam mu w końcu.
- Ciekawe hobby... - powiedział.
- Wszyscy to mówią - stwierdziłam. Kiedy skończyłam mówić przeniosło nas do czegoś na styl sali tronowej. Było tam całe towarzystwo. Ta przeklęta "Najwyższa rada" nas wezwała. Co jak co, ale im podlegać i tak nie będę.

Ktoś dokończy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz