czwartek, 25 września 2014

Od Rafael'a

Dzień zapowiadał się całkiem normalny. Byłem akurat w bibliotece razem z moim bratem. Czytanie książek było naszym wspólnym hobby. W dodatku lubię spędzać z nim czas. Co prawda różnimy się, ale bardzo nam to nie przeszkadza. Oczywiście wolałbym aby Rou był po stronie dobra, ale go do tego nie zmuszam. Neutralność jest o wiele lepsza od zła...A mój bliźniak i tak zdaje się być bardziej po naszej stronie. Nagle całe otoczenie rozpłynęło się. Ja i Rou z niewiadomych przyczyn znaleźliśmy się przed wielkim budynkiem.
-Em...Wiesz może co tu się dzieje?-spytał mój brat. Nie zdołałem mu odpowiedzieć, ponieważ sam z nieukrytym zdziwieniem wpatrywałem się w budowlę znajdującą przed nami. Czy kiedyś tu byłem? Nie na pewno nie...Razem z Mamoru zaczęliśmy rozglądać dookoła.
-Chyba jednak musimy tam wejść-stwierdził po chwili Rou. Ja kiwnąłem głową i skierowaliśmy się w stronę wejścia. Zobaczyliśmy tam tablice z informacją. Akademia? Nie żebym był nie miły dla tego kt wymyślił ten jakże świetny pomysł, ale po co to!?
-Kto i po co miałby wysyłać nas do takiej akademii? Przecież wiemy...Właściwie to wszystko!-stwierdziłem ze złością. Choć na ogół jestem cierpliwy i mi zdążą się wybuchnąć. Zresztą przy moim bracie i pewnej przyjaciółce zdarza mi się odpuszczać z uprzejmością. Sądzę, iż to dlatego, że są to osoby mi bliskie i czuje się przy nich swobodniej...Jednak pomijając ten temat. Po krótkiej chwili uspokoiłem się i postanowiliśmy wejść do środka. Gdy wszedłem do holu stwierdziłem, że w tak wielkim budynku szukanie kogokolwiek we dwójkę na nic się nie zda. O wiele szybciej będzie się rozdzielić.
-Ja się rozglądnę tutaj, a ty pójdź sprawdzić tam-powiedziałem wskazując na dziedziniec. Rou pobiegł tam, a ja przechodziłem przez hol uważnie rozglądając się. Zatrzymałem się i popatrzyłem w sufit-O co może chodzić...-zapytałem sam siebie. Nagle ujrzałem jasne światło. Musiałem przymknąć oczy. Gdy je otworzyłem stał przede mną kto? Oczywiście nasz ojciec, Gabriel! Nie byłem pewien czy wypełniała mnie wielka złość czy może raczej ciekawość. Eh, mówią że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, racja? Sądzę, iż tym razem mogę zrobić wyjątek, choć nie jest to dobre wytłumaczenie.
-Ojcze mógłbyś wytłumaczyć mi o co w tym wszystkim chodzi?-spytałem najuprzejmiej jak w tej chwili mogłem. Popatrzyłem poważnie w jego oczy. Jeśli to miał być jakiś żart nie był ani trochę śmieszny. Zresztą nie rozumiem celu robienia żartów. To...Głupie.
-Ja oraz Rada zdecydowaliśmy się wysłać Ciebie, twojego brata, a także garstkę innych osób do tej specjalnej Akademii-oznajmił. Cała rada o tym zadecydowała? W takim razie musi chodzić o coś ważnego. Dobrze...Niech będzie. Westchnąłem cicho.
-Co prawda nie wiem jakiemu celu ma to służyć, jednak jeśli stwierdziliście, że to właściwa decyzja nie mam nic przeciwko-powiedziałem spokojnie. Nie ma co się kłócić, to bezsensu. Jeśli inni sądzą, iż to w porządku to mogę się podporządkować. Zauważyłem na twarzy mojego ojca nikły uśmiech.
-W takim razie wybacz, muszę wracać do obowiązków-odparł znikając. Ruszyłem w stronę wcześniejszego miejsca i postanowiłem czytać książkę aż ktoś się nie zjawi. Nie zajęło to długo. Już po chwili ktoś rzucił się na mnie.
-RAFI!-usłyszałem tuż przy uchu. Odwróciłem nieco głowę poprawiają okulary. No tak tylko jedna osoba może się tak zachowywać.
-Cześć Mavis...-odparłem nieco obojętnie wracając do czytania lektury. Tak ignorowałem ją. Wiem, że to nie uprzejme jednak jak wspominałem ta dziewczyna jest wyjątkiem. Lubię ją jednak bywa nieco irytująca...Nawet jak dla mnie.
-Rafi...Wiesz może gdzie jesteśmy?-spytała tym samym po raz kolejny przerywając mi czytanie. Jak ja tego nienawidzę. Teraz nie zwracałem uwagi nawet na to, że mówi to mnie "Rafi". Eh...Mam na imię Rafael. Imię to nie jest na tyle trudne aby je zdrabniać.
-Hm...Tata coś mówił że jakaś szkoła...Czy coś...Nie słuchałem-odparłem co nie do końca było prawdą. Zaczynam kłamać tym samy zniżając się do poziomu upadłych aniołów...Jednak tłumaczenia byłoby za dużo, a ja chcę tylko spokoju! Nagle Mavis ściągnęła moje okulary. Od razu je założyła. Kolejny raz oderwałem wzrok od książki. I tak nie mając okularów raczej jej nie przeczytam. Moja wada wzroku jest dość uciążliwa. Dlatego też one nosząc je może sobie ten wzrok zepsuć.
-Pasują Ci ale...ODDAWAJ-powiedziałem z wielkim naciskiem na ostatnie słowo. To nie to, że byłem zły. Po prostu zwykła uprzejma rozmowa nie zadziała tak szybko. Wybieram łatwiejszą drogę...To wszystko przez te nerwy. Mavis w końcu oddała mi moją własność. Widząc, iż nie ma zamiaru zejść z moich pleców ruszyłem w miejsce w którym miał być Rou. Oczywiście był tam jedząc nutelle. Nie rozumiem co jest w niej takiego wspaniałego. Przeprowadziliśmy krótką rozmowę. Stwierdziłem, że na razie nie dam rady skupić się na czytaniu. Gdy Mavis opowiadała o tym z kim rozmawiała zauważyłem zbliżającą się w naszym kierunku postać. Był to blady chłopak o czarnych włosach oraz czerwonych oczach.
-Witam-przywitał się. Przyjrzałem mu się. Nie oceniam nikogo po pozorach, ale był to prawdopodobnie demon. A może upadły anioł? Nie...Wątpię. Tylko po co do nas podszedł? Chce się zapoznać z innymi? Eh, nie ważne.
-Witaj-odparłem spoglądając na dach na którym jeszcze przed chwilą stał osobnik rozmawiający z nami. Teraz znajdowała się tam jakaś dziewczyna. Po chwili spostrzegłem, że zaczyna ona spadać. Nie dobiegł bym tam więc wezwałem skrzydła. Nim dziewczyna uderzyła w ziemię poleciałem w jej stronę i złapałem ją jeszcze w powietrzu. Jeśli chodzi o latanie jest ono proste, przynajmniej dla mnie. Wylądowałem na ziemi. Z tego co zdążyłem zauważyć dziewczyna była upadłym aniołem. Tylko wokół nich unosi się taka aura. Owszem nienawidzę ich oraz całego zła, jednak pomoc innym jest najważniejsza. Dziewczyna zaczęła otwierać oczy.

Rozalia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz