Dzisiaj drugi dzień opieki nad tym młodzikiem. Udałam się do niego wcześniej, niż Rafael. Czy przypadkiem pycha nie jest grzechem? Moim zdaniem jego zachowanie w stosunku do upadłych aniołów, można tak nazwać. Gdy byłam na miejscu, chłopak wychodził do szkoły. Leciałam tuż za nim. Jeszcze nie zdążył wejść do szkoły, a już zaczęli go wyzywać. Gdybym tylko mogła przybrać ludzką postać, to bym ich... Zresztą nie ważne. Nie minęło wiele, jak byłam z nim w klasie. Tam też oczywiście się z niego śmiali. Cóż, widać ludzie potrafią być gorsi od stereotypowych przedstawicieli mojej rasy. W końcu dołączył to mnie archanioł idiota. Z braku możliwości robienia czegokolwiek innego, zaczęłam słuchać nauczycielki i czytać to co mój podopieczny.
- Przepraszam, lecz czy mogę wiedzieć co robisz? - spytał na tyle cicho, żeby nie przeszkadzać dzieciakowi w nauce. Spojrzałam na niego z dezaprobatą.
- Czytam, nie widać? Myślisz, że skoro "upadłam" to nie potrafię? I niby jestem od Ciebie jakaś gorsza? - odpowiedziałam pytaniami. Zgasiłam go tym najwyraźniej, gdyż zamilkł na dobre. Nie odzywał się do mnie przez resztę "służby". Kiedy wracał, zapytał tylko czy też wracam. Zostałam, nie miałam ochoty patrzeć na resztę. Moja mała lalka sobie poradzi beze mnie. Tuż po powrocie do domu chłopak zamknął się w swoim pokoju. Usiadł na podłodze przy łóżku, a ja koło niego.
- Nie masz lekko, co? - spytałam patrząc w dal. Spojrzał na mój bez emocjonalny wyraz twarzy.
- Zanim ci odpowiem... Jak mam do ciebie mówić? - dopytał. No tak, dialog trudno prowadzić nie wiedząc jak kogoś nazywać. Mi nie sprawia to większego problemu, ponieważ wiem jak się nazywa.
- Mów mi Rozalia... Wracając do pytania, odpowiesz Jun? - odparłam i poprosiłam o odpowiedź nazywając go po imieniu. Chyba nie ma nic przeciwko. Uśmiechnął się lekko.
- Sama widziałaś jak mnie traktują... - stwierdził w końcu. Spojrzałam na niego.
- Wiem jak to jest być wyrzutkiem... Uwierz... - mruknęłam mało słyszalnie.
- Przecież jesteś aniołem - pewnie chciał coś jeszcze powiedzieć, ale go powstrzymałam.
- Poprawka, jestem upadłym aniołem. Wieku temu zgrzeszyłam, nie pytaj jak. Prawdopodobnie dlatego przydzielili Ci też tego idiotę... Boją się, iż zrobię coś głupiego - powiedziałam spokojnym tonem. Rzadko myślę nad tym co mówię, tak jak i w tym wypadku. Już na samym początku zauważyłam, że nie ma niczyjego wsparcia. Rafael pewnie nie uważa ludzi za coś podobnego do siebie, więc dla mnie to kretyn. Tak czy inaczej dyskutowałam z chłopakiem jeszcze dobre dwie godziny. Będę szczera, naprawdę go polubiłam.
- Jako, że jesteś moim podopiecznym i naprawdę cię polubiłam, dam Ci coś w prezencie - stwierdziłam poważnym tonem i stanęłam przed nim.
- Tak? To się cieszę - powiedział z uśmiechem na twarzy. Wyrwałam sobie trzy pióra ze skrzydła, po czym podałam chłopakowi. Wyprostowałam się jak tylko mogłam.
- Ciesz się, póki możesz. Przy następnej mojej wizycie, mogę nie być już tak miła - stwierdziłam i od razu, nie czekając na jego słowa, wróciłam do akademii. W pokoju czekała na mnie zdenerwowana Shinku. Na wstępie zaczęła wywody o tym jak się martwiła oraz pytania co tam robiłam tak długo.
- Shinku, poznawałam mojego podopiecznego. Chcę mieć z nim lepszy kontakt. Ponadto jestem kim jestem i nie tak łatwo mi coś zrobić - uspokoiłam ją w końcu. - Tak właściwie, skoro to akademia, to musi być tu biblioteka. Chodź, poszukamy jej. Przy okazji opowiem Ci o tym chłopaku.
Zgodziła się. To dobrze. Nie szukałyśmy zbyt długo tej biblioteki. Niby wszystko takie nowe, a tutaj pełno kurzu. Chyba zapomnieli o tym miejscu całkowicie. Razem z lalką zabrałyśmy się do sprzątania. To już trochę zajęło, mimo to skończyłyśmy przed wieczorem. Przyznam, pomieszczenie nie było małe. Pierwsze co chciałam przeczytać, to coś na temat ludzkiej historii. Zdaje się być całkiem interesująca. Chyba nie powiem nikomu o tym miejscu. Zresztą nie mam komu. Wyciągnęłam trzy książki po czym poczęłam czytać. Idzie mi to dosyć szybko. W pewnym momencie, zauważyłam śpiącą na moich kolanach Shinku. Od teraz ja będę dbać o to miejsce... Siedziałam oparta o ścianę i w końcu sama zasnęłam. Co przyniesie jutro?
C.D.N
Skrzydlata Akademia
środa, 17 grudnia 2014
piątek, 10 października 2014
Od Rozalii
No naprawdę... Żeby już pierwszego dnia nawalić. Mój podopieczny się topił... Nie wiele myśląc wskoczyłam do wody. Po chwili mnie i Rafaelowi udało się go wyciągnąć. Na szczęście nic mu nie było.
- Całe szczęście... Nic mu nie jest! - powiedziałam z ulgą i przyklękłam przy nim.
- Dobrze, że się nie utopił. - stwierdził Rafael.
- Cicho bądź. Co do rozejmu... Zajmiemy się nim później - powiedziałam po chwili.
- Niech Ci będzie - odparł. Zauważyłam, że Jun się budzi. Odkrztusił i wstał.
- K-kim jesteś? - spytał niepewnie. To on nas widzi?!
- Musieliśmy nawiązać więź... - powiedział ten wkurzający anioł.
- O czym ty mówisz? - spytałam zdziwiona. - Z resztą nieważne... - odparłam po chwili. No nie... Naprawdę to niesprawiedliwe, że nie mam dostępu do żadnej biblioteki. To jest dyskryminacja! To, że jestem upadłym aniołem, nie znaczy, że nie lubię czytać! Zostałam odcięta od informacji... To jest złe, złe, złe i jeszcze raz złe! Mam gdzieś to, iż jestem upadłym aniołem! Nawet nie wiem, czemu i po co nim jestem! Siedzieliśmy tak w ciszy dopóki chłopak nie stwierdził, że musi wracać do domu. Jak można się domyślić, po niedługim czasie też tam byliśmy. Chłopak widząc nas był przerażony.
*Po wytłumaczeniu wszystkiego*
- Tak więc sytuacja wygląda - stwierdził Rafael. Bardzo ciekawe. Chyba już wiem czemu ma dwóch stróży... Biedak. Ma straszne problemy. Znajomi mu dokuczają.
*Po powrocie do akademii*
Cała tamta denerwująca ekipa i tamten demon, była już na miejscu. Tamte dwa anioły zaczęły dyskutować na temat swoich podopiecznych. Jacy oni irytujący... Nienawidzę ich.
Ktoś ma zamiar to dokończyć?
- Całe szczęście... Nic mu nie jest! - powiedziałam z ulgą i przyklękłam przy nim.
- Dobrze, że się nie utopił. - stwierdził Rafael.
- Cicho bądź. Co do rozejmu... Zajmiemy się nim później - powiedziałam po chwili.
- Niech Ci będzie - odparł. Zauważyłam, że Jun się budzi. Odkrztusił i wstał.
- K-kim jesteś? - spytał niepewnie. To on nas widzi?!
- Musieliśmy nawiązać więź... - powiedział ten wkurzający anioł.
- O czym ty mówisz? - spytałam zdziwiona. - Z resztą nieważne... - odparłam po chwili. No nie... Naprawdę to niesprawiedliwe, że nie mam dostępu do żadnej biblioteki. To jest dyskryminacja! To, że jestem upadłym aniołem, nie znaczy, że nie lubię czytać! Zostałam odcięta od informacji... To jest złe, złe, złe i jeszcze raz złe! Mam gdzieś to, iż jestem upadłym aniołem! Nawet nie wiem, czemu i po co nim jestem! Siedzieliśmy tak w ciszy dopóki chłopak nie stwierdził, że musi wracać do domu. Jak można się domyślić, po niedługim czasie też tam byliśmy. Chłopak widząc nas był przerażony.
*Po wytłumaczeniu wszystkiego*
- Tak więc sytuacja wygląda - stwierdził Rafael. Bardzo ciekawe. Chyba już wiem czemu ma dwóch stróży... Biedak. Ma straszne problemy. Znajomi mu dokuczają.
*Po powrocie do akademii*
Cała tamta denerwująca ekipa i tamten demon, była już na miejscu. Tamte dwa anioły zaczęły dyskutować na temat swoich podopiecznych. Jacy oni irytujący... Nienawidzę ich.
Ktoś ma zamiar to dokończyć?
poniedziałek, 29 września 2014
Od Rafael'a
Tak słyszałem, że do niektórych ludzi przydziela się dwóch opiekunów, ale....Czemu akurat mnie? Sądzę, iż nie jest czymś trudnym pilnowanie jednego człowieka. W końcu to jedna z wielu istot która może wybrać dobro lub zło. Co jeszcze interesującego jest w człowieku? Chyba nie trzeba na nic innego zwracać uwagi. Na razie wiem tyle, że raczej nie zaprzyjaźnimy się z Rozalią. Zresztą czego się spodziewać. Jest upadłym aniołem. Mimo tego będę miły, w końcu nie mogę zapominać o kulturze.
-Najlepiej będzie jeśli nie będziemy wchodzić sobie w drogę. Oczywiście w miarę możliwości, nie uważasz?-spytałem po chwili ciszy. Sądzę iż podstawą jest ustalenie jakichkolwiek zasad. Co zrobilibyśmy bez zasad? To one mówią nam jak żyć...Dlatego też są tak ważne.
-W takim razie co powiesz na tymczasowy rozejm?-spytała Rozalia. Upadłe anioły znają znaczenie tego słowa? Kto by pomyślał. Tak nie powinienem oceniać innych po pozorach jednak musiała coś zrobić by się stać upadłym aniołem i na pewno nie była to żadna błahostka. Jakby jakikolwiek grzech można było nazwać błahostką...Ale skoro proponuje zgodę. Zaraz....To zdaje się być podejrzane.
-Czemu miałbym ci ufać?-odparłem także pytaniem. Cóż znam wiele upadłych aniołów, w dodatku nie urodziłem się wczoraj. Kłamanie, w przeciwieństwie do mnie, dla nich jest czymś banalnym.
-Musisz być taki nieufny? Powtarzam, że nawet nie mam pojęcia dlaczego jestem upadłym aniołem...-odparła. Nie ma pojęcia? Dobrze, poniekąd jest to smutne i chciałbym ją zrozumieć, ale jakiś powód musiał być. Nie ja o tym decyduje. Nagle zobaczyłem mojego brata.
-Witaj Rou-przywitałem go ignorując Rozalie. Kłótnie teraz nic nie dają.
-Nie chce wam przerywać, ale czemu ktoś za wami się topi?-spytał. Od razu się odwróciliśmy. Zauważyliśmy tam chłopaka który wpadł do jeziora. Zaraz...Chłopak...A jeśli chodzi o wygląd...Czy to był ten Jun!?
-Trzeba mu pomóc!-stwierdziłem szybko-Na ten czas mogę zgodzić się na "współprace". O ile nie kłamałaś...
Rozalia?
-Najlepiej będzie jeśli nie będziemy wchodzić sobie w drogę. Oczywiście w miarę możliwości, nie uważasz?-spytałem po chwili ciszy. Sądzę iż podstawą jest ustalenie jakichkolwiek zasad. Co zrobilibyśmy bez zasad? To one mówią nam jak żyć...Dlatego też są tak ważne.
-W takim razie co powiesz na tymczasowy rozejm?-spytała Rozalia. Upadłe anioły znają znaczenie tego słowa? Kto by pomyślał. Tak nie powinienem oceniać innych po pozorach jednak musiała coś zrobić by się stać upadłym aniołem i na pewno nie była to żadna błahostka. Jakby jakikolwiek grzech można było nazwać błahostką...Ale skoro proponuje zgodę. Zaraz....To zdaje się być podejrzane.
-Czemu miałbym ci ufać?-odparłem także pytaniem. Cóż znam wiele upadłych aniołów, w dodatku nie urodziłem się wczoraj. Kłamanie, w przeciwieństwie do mnie, dla nich jest czymś banalnym.
-Musisz być taki nieufny? Powtarzam, że nawet nie mam pojęcia dlaczego jestem upadłym aniołem...-odparła. Nie ma pojęcia? Dobrze, poniekąd jest to smutne i chciałbym ją zrozumieć, ale jakiś powód musiał być. Nie ja o tym decyduje. Nagle zobaczyłem mojego brata.
-Witaj Rou-przywitałem go ignorując Rozalie. Kłótnie teraz nic nie dają.
-Nie chce wam przerywać, ale czemu ktoś za wami się topi?-spytał. Od razu się odwróciliśmy. Zauważyliśmy tam chłopaka który wpadł do jeziora. Zaraz...Chłopak...A jeśli chodzi o wygląd...Czy to był ten Jun!?
-Trzeba mu pomóc!-stwierdziłem szybko-Na ten czas mogę zgodzić się na "współprace". O ile nie kłamałaś...
Rozalia?
niedziela, 28 września 2014
Od Rozalii
Nad ranem usłyszałam jakiś hałas. Szybko wstałam i trochę się ogarnęłam. Nie budziłam Shinku, ale zostawiłam jej kartkę:
"Znajdziesz mnie potem. Najpewniej będę w stołówce, a jeśli nie to na siebie wpadniemy."
Wyszłam z pokoju w miarę po cichu i poszłam do miejsca w którym stał anioł i dwa demony. Zobaczyłam, że za mną była tamta anielica.
- RAFI!!!! - wskoczyła na plecy Rafaela.
- Co się tu dzieje? - spytałam.
- Czas śniadania - powiedział z uśmiechem jeden z demonów. Poszedł w stronę stołówki, a my za nim.
- Nie żebym był ciekawski, ale mógłbyś nam powiedzieć jak się nazywasz? - spytał anioł.
- Mógłbym - odpowiedział. Czy on naprawdę musi robić z siebie idiotę?
- To powiesz jak się nazywasz? - spytał mój "wybawca".
- David - odparł demon.
- Aha... - stwierdził demon.
*Jakieś pół godziny nudy później*
Pominę co się wtedy stało, bo nie ma o czym gadać. Jak tak siedzieliśmy, to do stołówki weszła Shinku. Podeszła do nas.
- Dzień dobry - powitała wszystkich.
- Cześć - odpowiedział każdy z nas. A ona jak zawsze - uśmiechnięta. Nie żeby mi to przesadzało. Po niedługim czasie podeszła do mnie i usiadła mi na kolanach. Tak na dobrą sprawę nic ciekawego się nie działo. Siedzieliśmy tam bez powodu. W sumie to nie jestem głodna... Wolałabym się dowiedzieć co ja mam tu robić. Wpakowali mnie do jakiejś akademii, muszę się nauczyć kochać ludzi, co jest
kompletną abstrakcją. Dzisiaj mieliśmy mieć pierwsze "zajęcia". Wstałam od stołu i posadziłam Shinku na moim ramieniu. Udałam się do klasy.
*Po lekcji*
Nie no fajnie... Mam mieć podopiecznego, jakiegoś gimnazjalistę... Jak ja to wytrzymam? Będę musiała iść na ziemię i go "poznać, czyli łazić za nim przez większość czasu. Przez inną część, uczyć się. Natomiast resztę mam dla siebie. Jak na razie wiem tyle: nazywa się Jun Sakurada i chodzi do pierwszej klasy gimnazjum. Jeszcze dzisiaj miałam zacząć moją robotę. Po niedługim czasie już tam byłam. Może to nie będzie takie złe? Przynajmniej nie będę musiała oglądać tych aniołów. Zaraz, zaraz... Czy to jest...
- Rafael?! - krzyknęłam zdziwiona. On spojrzał na mnie z przerażeniem.
- Co ty tutaj robisz?! - spytał równie zdziwiony.
- Ja pilnuję mojego podopiecznego. - odparłam.
- Jakiego TWOJEGO? To mój podopieczny! - stwierdził.
- Jakim cudem?! - zapytałam zdenerwowana. Teraz będę na niego skazana?
- Pewnie dali nam tego samego podopiecznego, a to oznacza... Wojnę! - stwierdził fakt. - Oczywiście nie będę się zniżać do twojego poziomu, nie będę Cię atakować. Po prostu nie dam go przeciągnąć na złą stronę.
- A skąd pomysł, że jestem zła? - spytałam z ironią.
- Twoje pochodzenie...
- Nawet nie wiem dlaczego takie mam! - odparłam zdenerwowana. Nie lubię jak ktoś porusza ten temat...
- Są rzeczy na które nie da się odpowiedzieć - odpowiedział. Czemu? Czemu akurat on?
Rafael?
"Znajdziesz mnie potem. Najpewniej będę w stołówce, a jeśli nie to na siebie wpadniemy."
Wyszłam z pokoju w miarę po cichu i poszłam do miejsca w którym stał anioł i dwa demony. Zobaczyłam, że za mną była tamta anielica.
- RAFI!!!! - wskoczyła na plecy Rafaela.
- Co się tu dzieje? - spytałam.
- Czas śniadania - powiedział z uśmiechem jeden z demonów. Poszedł w stronę stołówki, a my za nim.
- Nie żebym był ciekawski, ale mógłbyś nam powiedzieć jak się nazywasz? - spytał anioł.
- Mógłbym - odpowiedział. Czy on naprawdę musi robić z siebie idiotę?
- To powiesz jak się nazywasz? - spytał mój "wybawca".
- David - odparł demon.
- Aha... - stwierdził demon.
*Jakieś pół godziny nudy później*
Pominę co się wtedy stało, bo nie ma o czym gadać. Jak tak siedzieliśmy, to do stołówki weszła Shinku. Podeszła do nas.
- Dzień dobry - powitała wszystkich.
- Cześć - odpowiedział każdy z nas. A ona jak zawsze - uśmiechnięta. Nie żeby mi to przesadzało. Po niedługim czasie podeszła do mnie i usiadła mi na kolanach. Tak na dobrą sprawę nic ciekawego się nie działo. Siedzieliśmy tam bez powodu. W sumie to nie jestem głodna... Wolałabym się dowiedzieć co ja mam tu robić. Wpakowali mnie do jakiejś akademii, muszę się nauczyć kochać ludzi, co jest
kompletną abstrakcją. Dzisiaj mieliśmy mieć pierwsze "zajęcia". Wstałam od stołu i posadziłam Shinku na moim ramieniu. Udałam się do klasy.
*Po lekcji*
Nie no fajnie... Mam mieć podopiecznego, jakiegoś gimnazjalistę... Jak ja to wytrzymam? Będę musiała iść na ziemię i go "poznać, czyli łazić za nim przez większość czasu. Przez inną część, uczyć się. Natomiast resztę mam dla siebie. Jak na razie wiem tyle: nazywa się Jun Sakurada i chodzi do pierwszej klasy gimnazjum. Jeszcze dzisiaj miałam zacząć moją robotę. Po niedługim czasie już tam byłam. Może to nie będzie takie złe? Przynajmniej nie będę musiała oglądać tych aniołów. Zaraz, zaraz... Czy to jest...
- Rafael?! - krzyknęłam zdziwiona. On spojrzał na mnie z przerażeniem.
- Co ty tutaj robisz?! - spytał równie zdziwiony.
- Ja pilnuję mojego podopiecznego. - odparłam.
- Jakiego TWOJEGO? To mój podopieczny! - stwierdził.
- Jakim cudem?! - zapytałam zdenerwowana. Teraz będę na niego skazana?
- Pewnie dali nam tego samego podopiecznego, a to oznacza... Wojnę! - stwierdził fakt. - Oczywiście nie będę się zniżać do twojego poziomu, nie będę Cię atakować. Po prostu nie dam go przeciągnąć na złą stronę.
- A skąd pomysł, że jestem zła? - spytałam z ironią.
- Twoje pochodzenie...
- Nawet nie wiem dlaczego takie mam! - odparłam zdenerwowana. Nie lubię jak ktoś porusza ten temat...
- Są rzeczy na które nie da się odpowiedzieć - odpowiedział. Czemu? Czemu akurat on?
Rafael?
sobota, 27 września 2014
Od Davida
Obudziłem się w swoim pokoju. Ech...głodny jestem. Wstałem, popatrzałem się na zegarek, była 7:00. Ubrałem się w czerwoną koszulkę w kratę, czarne spodnie i buty. Wyszedłem z pokoju.
-Chce mi się robić samemu śniadanie?-wyszedłem na zewnątrz. Jak najłatwiej obudzić innych? Rozwalić okno z wielkim hukiem. Podniósł wielki kamień. Podszedł do okna i rzucił w niego kamieniem, po czym wszedł do środka. Od razu przyszły bliźniaki.
-Em...Cześć-powiedziałem z uśmiechem.
-Co się tu dzieje?-spytał bliźniak bez okularów.
-A nic-powiedziałem-czas śniadania. Po chwili przyszły dwie dziewczyny. Jedna to ta która chciała popełnić samobójstwo chociaż tego nie chciała, a druga to ta co się rzuca na okularnika. Ja będę ich nazywać tak: Samobójczyni Rozalia, okularnik Rafael, bliźniak Rou, przyczepka Mavis. Tak znam ich wszystkich. Wiem więcej niż oni myślą.
-RAFI!!!!-przyczepka wskoczyła okularnikowi na plecy.
-Co się tu dzieje?-spytała samobójczyni.
-Czas śniadania-powiedziałem z uśmiechem. Oczywiście udawany uśmiech. Poszedłem w strone stołówki. Tak jak myśłałem poszli za mną, no ale to było pewne, wszyscy z IQ po wyżej 5 by się tego spodziewali. Usiadłem przy stole. Reszta usiadła przy tym samym stole.
-Nie żebym bym ciekawski, ale mógłbyś nam powiedzieć jak się nazywasz?-spytał okularnik.
-Mógłbym-odpowiedziałem. Heh robienie z siebie głupka. Mineła chwila.
-To powiesz jak się nazywasz?-spytał bliźniak.
-David-odpowiediałem.
-Aha...
Ktoś dokończy?
-Chce mi się robić samemu śniadanie?-wyszedłem na zewnątrz. Jak najłatwiej obudzić innych? Rozwalić okno z wielkim hukiem. Podniósł wielki kamień. Podszedł do okna i rzucił w niego kamieniem, po czym wszedł do środka. Od razu przyszły bliźniaki.
-Em...Cześć-powiedziałem z uśmiechem.
-Co się tu dzieje?-spytał bliźniak bez okularów.
-A nic-powiedziałem-czas śniadania. Po chwili przyszły dwie dziewczyny. Jedna to ta która chciała popełnić samobójstwo chociaż tego nie chciała, a druga to ta co się rzuca na okularnika. Ja będę ich nazywać tak: Samobójczyni Rozalia, okularnik Rafael, bliźniak Rou, przyczepka Mavis. Tak znam ich wszystkich. Wiem więcej niż oni myślą.
-RAFI!!!!-przyczepka wskoczyła okularnikowi na plecy.
-Co się tu dzieje?-spytała samobójczyni.
-Czas śniadania-powiedziałem z uśmiechem. Oczywiście udawany uśmiech. Poszedłem w strone stołówki. Tak jak myśłałem poszli za mną, no ale to było pewne, wszyscy z IQ po wyżej 5 by się tego spodziewali. Usiadłem przy stole. Reszta usiadła przy tym samym stole.
-Nie żebym bym ciekawski, ale mógłbyś nam powiedzieć jak się nazywasz?-spytał okularnik.
-Mógłbym-odpowiedziałem. Heh robienie z siebie głupka. Mineła chwila.
-To powiesz jak się nazywasz?-spytał bliźniak.
-David-odpowiediałem.
-Aha...
Ktoś dokończy?
piątek, 26 września 2014
Od Rou
Mavis bez ograniczenia mocy często mdlała, a co dopiero teraz! Jesteśmy w jakiejś akademii, nie ma tu nauczycieli i higienistki, a do tego nie wiemy nawet gdzie są pokoje mieszkalne. Był przynajmniej z kanapą więc mogliśmy tam ją położyć.
- I co teraz? - zapytał się Rafael. Wyczuwałem, że zaczynał panikować przez tą braterską więź czy coś.
- Skoro nasze moce są tylko ograniczone, a wiemy, że możemy wzywać skrzydła, to może uda mi się ją uleczyć. - zasugerowałem. Byłem dość dobry w magii, szczególnie ognia i leczenia. Wezwałem skrzydła, żeby było mi trochę łatwiej i już miałem zacząć próbować ją leczyć gdy przybiegła do nas jakaś lalka.
- Pomóżcie Rozalii!!! - krzyczała. O ile się nie mylę miała na myśli tego upadłego anioła. Wiedziałem, że Rafael ją "niezbyt lubi" więc sam po nią poszedłem.
- Szybciej! - ponagliła mnie lalka. Przecież ja ją niosłem, a do tego leciałem! Gdy w końcu dolecieliśmy do Rozy postawiłem lalkę na ziemi i uklęknąłem przy upadłym aniele. Gdy brałem ją na ręce, żeby zanieść do tego samego pokoju gdzie jest Mavis, ona otworzyła oczy. Najpierw popatrzyła na moje skrzydła. W końcu chyba trudno nie zauważyć ogromnych skórzasto-pierzastych, fioletowo-błękitnych, lśniących skrzydeł z jakimiś wzorami. Nie rozumiem moich skrzydeł. To wszystko tak się połączyło, że wszyscy, którzy widzieli moje skrzydła robili się jacyś oniemiali z zachwytu i mówili, że są przepiękne, piękniejsze od tych Rafiego. przypomniałem sobie jednak o Rozie. Nadal patrzyła na skrzydła i po chwili wyciągnęła rękę. Myślałem, że chciała ich po prostu dotknąć czy pogłaskać, więc się uśmiechnąłem. I rzeczywiście najpierw tak zrobiła, ale po tym wyrwała mi kilka piór, a to trochę boli. Postawiłem ją na ziemi myśląc, że już poczuła się lepiej, ale ona od razu by się przewróciła, gdybym jej nie złapał.
- Dzięki, możesz już mnie puścić.
- Ja pomagam osobom w potrzebie, a tutaj jest właśnie taką mam - powiedziałem stanowczo, po czym ją podniosłem i poleciałem do Aniołów.
- Rou, w końcu jesteś! I masz... ją - te ostatnie słowa wypowiedział ze złością. Położyłem ją na drugiej kanapie. Chciała wstać, ale zakręciło jej się w głowie i opadła na kanapę.
- Są tu jakieś koce? Trzeba by je czymś przykryć. - zapytałem się Rafaela. On od razu pobiegł do pomieszczenia obok i wrócił z kocami. - Dzięki. Wiesz, że idąc po Rozę znalazłem nasze pokoje? Mamy wspólny, ale nie wchodziłem do środka. - mówiłem jednocześnie przykrywając obie dziewczyny.
- Czy to normalne tak często mdleć? - spytał się nagle
- U ludzi to nienormalne, ale u istot nieśmiertelnych, takich jak my przy zachwianiach mocy do normalne. -odpowiedziałem.
- To czemu my nie mdlejemy?
- Nie wiem, może po prosu jesteśmy przyzwyczajeni, albo zemdlejemy później.
- Może pomożecie mi zanieść Rozalię do jej pokoju. - powiedziała lalka. No tak zapomniałem o niej.
- Dobrze, Rafael możesz od razu zanieść Mavis do jej pokoju. - zasugerowałem, a on skinął głową.
Zanieśliśmy je do ich pokoi, a sami poszliśmy do swoich i rzuciliśmy się na łóżko.
- Dziwne, normalnie nie śpimy, a teraz jesteśmy nawet zmęczeni. Pewnie to przez to, że teraz jesteśmy prawie ludźmi... - ledwo dokończyłem po czym zasnąłem. Rano obudził mnie jakiś hałas przed naszym pokojem. Wymieniliśmy z Rafim spojrzenia po czym wyszliśmy z pokoju. Okazało się, że ten demon, którego widzieliśmy na dachu, wybił szybę przed pokojami.
- Emm... Cześć - powiedział
David? A może ktoś inny?
Od Rozalii
Skończyli już gadać i nas odesłali. Przeszłam do innego budynku i zaczęłam się rozglądać. Czemu nie ma ze mną Shinku... Jest jedynym co mi zostało po byciu aniołem, no i... Te skrzydła... Moja Shinku. Pamiętam tylko, że dostałam ją od rodziców, ale nie wiem kiedy i z jakiej okazji. Zawsze jest ze mną (została ożywiona przez zaklęcie). Tylko ona mi pomagała... W końcu w którymś pokoju znalazłam coś... interesującego.
- Shinku! - krzyknęłam. Podbiegłam do niej i ją przytuliłam. Nie, nie uśmiechnęłam się nawet wtedy. - Tęskniłam za Tobą!
- Ja też za Tobą tęskniłam, Roza - powiedziała. - Wiesz o co tu chodzi?
- Mamy się nauczyć kochać ludzi czy jakoś tak... - odparłam.
- Czyli to tak? - spytała się znowu.
- No chyba... - odpowiedziałam. - Może obejrzymy tę akademię?
- Jasne! - powiedziała szczęśliwa. Wyszłyśmy z tamtego pokoju i poszłyśmy dalej korytarzem. Na każdych drzwiach była jakaś kartka. Chyba było tam napisane czyje są te pokoje. W końcu znalazłyśmy jakiś na którym była kartka z moim imieniem. Weszłyśmy do środka.
- Chyba tutaj mamy mieszkać... - stwierdziłam.
- Najpewniej - odparła. Pokój nie był jakiś ogromny. Nie mam co narzekać. Muszę sobie zapamiętać gdzie, co tutaj jest. A, no i oczywiście: Z dala od aniołów. Zwłaszcza tego...
- Idziemy dalej? - spytała Shinku.
- Tak. Jeszcze na pewno jest tu wiele innych rzeczy.
- Chodź! Chodź! - krzyknęła i poszła naprzód. Poszłam za nią i po chwili dorównałam jej kroku. Jak na razie po drodze widziałyśmy: około 10 pokoi, stołówkę, kilka klas i oczywiście mój pokój.
Doszłyśmy do miejsca w którym się pojawiłam. Stamtąd poszłyśmy do miejsca w którym zemdlałam.
- Jak to wygląda z góry? - spytała Shinku pokazując na dach.
- Chyba rozumiem o co Ci chodzi - odparłam i wzięłam ją na ręce. Poleciałam na dach. - Podoba się?
- Bardzo! - powiedziała moja lalka. Kiedy znudziło nam się podziwianie tego widoku wróciłyśmy do środka. Przez długi czas szłyśmy korytarzami i otwierałyśmy różne drzwi bez przyczyny. Kiedy uchyliłam jedne z nich zobaczyłam tamtą trójkę. Oddaliłyśmy się tak szybko jak to było możliwe. Korytarze zdawały się nie mieć końca. W pewnym momencie poczułam zawroty głowy uznałam, że spowodowało to
ograniczenie mocy i niedługo mi przejdzie, więc szłyśmy dalej.
- Shin...ku... - wydusiłam z siebie po czym upadłam na podłogę. Nim całkowicie straciłam świadomość, zobaczyłam że Shinku gdzieś pobiegła. Pewnie po pomoc...
To po kogo pobiegła Shinku?
- Shinku! - krzyknęłam. Podbiegłam do niej i ją przytuliłam. Nie, nie uśmiechnęłam się nawet wtedy. - Tęskniłam za Tobą!
- Ja też za Tobą tęskniłam, Roza - powiedziała. - Wiesz o co tu chodzi?
- Mamy się nauczyć kochać ludzi czy jakoś tak... - odparłam.
- Czyli to tak? - spytała się znowu.
- No chyba... - odpowiedziałam. - Może obejrzymy tę akademię?
- Jasne! - powiedziała szczęśliwa. Wyszłyśmy z tamtego pokoju i poszłyśmy dalej korytarzem. Na każdych drzwiach była jakaś kartka. Chyba było tam napisane czyje są te pokoje. W końcu znalazłyśmy jakiś na którym była kartka z moim imieniem. Weszłyśmy do środka.
- Chyba tutaj mamy mieszkać... - stwierdziłam.
- Najpewniej - odparła. Pokój nie był jakiś ogromny. Nie mam co narzekać. Muszę sobie zapamiętać gdzie, co tutaj jest. A, no i oczywiście: Z dala od aniołów. Zwłaszcza tego...
- Idziemy dalej? - spytała Shinku.
- Tak. Jeszcze na pewno jest tu wiele innych rzeczy.
- Chodź! Chodź! - krzyknęła i poszła naprzód. Poszłam za nią i po chwili dorównałam jej kroku. Jak na razie po drodze widziałyśmy: około 10 pokoi, stołówkę, kilka klas i oczywiście mój pokój.
Doszłyśmy do miejsca w którym się pojawiłam. Stamtąd poszłyśmy do miejsca w którym zemdlałam.
- Jak to wygląda z góry? - spytała Shinku pokazując na dach.
- Chyba rozumiem o co Ci chodzi - odparłam i wzięłam ją na ręce. Poleciałam na dach. - Podoba się?
- Bardzo! - powiedziała moja lalka. Kiedy znudziło nam się podziwianie tego widoku wróciłyśmy do środka. Przez długi czas szłyśmy korytarzami i otwierałyśmy różne drzwi bez przyczyny. Kiedy uchyliłam jedne z nich zobaczyłam tamtą trójkę. Oddaliłyśmy się tak szybko jak to było możliwe. Korytarze zdawały się nie mieć końca. W pewnym momencie poczułam zawroty głowy uznałam, że spowodowało to
ograniczenie mocy i niedługo mi przejdzie, więc szłyśmy dalej.
- Shin...ku... - wydusiłam z siebie po czym upadłam na podłogę. Nim całkowicie straciłam świadomość, zobaczyłam że Shinku gdzieś pobiegła. Pewnie po pomoc...
To po kogo pobiegła Shinku?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)