Dzisiaj drugi dzień opieki nad tym młodzikiem. Udałam się do niego wcześniej, niż Rafael. Czy przypadkiem pycha nie jest grzechem? Moim zdaniem jego zachowanie w stosunku do upadłych aniołów, można tak nazwać. Gdy byłam na miejscu, chłopak wychodził do szkoły. Leciałam tuż za nim. Jeszcze nie zdążył wejść do szkoły, a już zaczęli go wyzywać. Gdybym tylko mogła przybrać ludzką postać, to bym ich... Zresztą nie ważne. Nie minęło wiele, jak byłam z nim w klasie. Tam też oczywiście się z niego śmiali. Cóż, widać ludzie potrafią być gorsi od stereotypowych przedstawicieli mojej rasy. W końcu dołączył to mnie archanioł idiota. Z braku możliwości robienia czegokolwiek innego, zaczęłam słuchać nauczycielki i czytać to co mój podopieczny.
- Przepraszam, lecz czy mogę wiedzieć co robisz? - spytał na tyle cicho, żeby nie przeszkadzać dzieciakowi w nauce. Spojrzałam na niego z dezaprobatą.
- Czytam, nie widać? Myślisz, że skoro "upadłam" to nie potrafię? I niby jestem od Ciebie jakaś gorsza? - odpowiedziałam pytaniami. Zgasiłam go tym najwyraźniej, gdyż zamilkł na dobre. Nie odzywał się do mnie przez resztę "służby". Kiedy wracał, zapytał tylko czy też wracam. Zostałam, nie miałam ochoty patrzeć na resztę. Moja mała lalka sobie poradzi beze mnie. Tuż po powrocie do domu chłopak zamknął się w swoim pokoju. Usiadł na podłodze przy łóżku, a ja koło niego.
- Nie masz lekko, co? - spytałam patrząc w dal. Spojrzał na mój bez emocjonalny wyraz twarzy.
- Zanim ci odpowiem... Jak mam do ciebie mówić? - dopytał. No tak, dialog trudno prowadzić nie wiedząc jak kogoś nazywać. Mi nie sprawia to większego problemu, ponieważ wiem jak się nazywa.
- Mów mi Rozalia... Wracając do pytania, odpowiesz Jun? - odparłam i poprosiłam o odpowiedź nazywając go po imieniu. Chyba nie ma nic przeciwko. Uśmiechnął się lekko.
- Sama widziałaś jak mnie traktują... - stwierdził w końcu. Spojrzałam na niego.
- Wiem jak to jest być wyrzutkiem... Uwierz... - mruknęłam mało słyszalnie.
- Przecież jesteś aniołem - pewnie chciał coś jeszcze powiedzieć, ale go powstrzymałam.
- Poprawka, jestem upadłym aniołem. Wieku temu zgrzeszyłam, nie pytaj jak. Prawdopodobnie dlatego przydzielili Ci też tego idiotę... Boją się, iż zrobię coś głupiego - powiedziałam spokojnym tonem. Rzadko myślę nad tym co mówię, tak jak i w tym wypadku. Już na samym początku zauważyłam, że nie ma niczyjego wsparcia. Rafael pewnie nie uważa ludzi za coś podobnego do siebie, więc dla mnie to kretyn. Tak czy inaczej dyskutowałam z chłopakiem jeszcze dobre dwie godziny. Będę szczera, naprawdę go polubiłam.
- Jako, że jesteś moim podopiecznym i naprawdę cię polubiłam, dam Ci coś w prezencie - stwierdziłam poważnym tonem i stanęłam przed nim.
- Tak? To się cieszę - powiedział z uśmiechem na twarzy. Wyrwałam sobie trzy pióra ze skrzydła, po czym podałam chłopakowi. Wyprostowałam się jak tylko mogłam.
- Ciesz się, póki możesz. Przy następnej mojej wizycie, mogę nie być już tak miła - stwierdziłam i od razu, nie czekając na jego słowa, wróciłam do akademii. W pokoju czekała na mnie zdenerwowana Shinku. Na wstępie zaczęła wywody o tym jak się martwiła oraz pytania co tam robiłam tak długo.
- Shinku, poznawałam mojego podopiecznego. Chcę mieć z nim lepszy kontakt. Ponadto jestem kim jestem i nie tak łatwo mi coś zrobić - uspokoiłam ją w końcu. - Tak właściwie, skoro to akademia, to musi być tu biblioteka. Chodź, poszukamy jej. Przy okazji opowiem Ci o tym chłopaku.
Zgodziła się. To dobrze. Nie szukałyśmy zbyt długo tej biblioteki. Niby wszystko takie nowe, a tutaj pełno kurzu. Chyba zapomnieli o tym miejscu całkowicie. Razem z lalką zabrałyśmy się do sprzątania. To już trochę zajęło, mimo to skończyłyśmy przed wieczorem. Przyznam, pomieszczenie nie było małe. Pierwsze co chciałam przeczytać, to coś na temat ludzkiej historii. Zdaje się być całkiem interesująca. Chyba nie powiem nikomu o tym miejscu. Zresztą nie mam komu. Wyciągnęłam trzy książki po czym poczęłam czytać. Idzie mi to dosyć szybko. W pewnym momencie, zauważyłam śpiącą na moich kolanach Shinku. Od teraz ja będę dbać o to miejsce... Siedziałam oparta o ścianę i w końcu sama zasnęłam. Co przyniesie jutro?
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz